Kwas salicylowy w stężeniu 2% ( ta właśnie substancja aktywna przede wszystkim służy ustabilizowaniu stanu skóry łuszczącej się pod wpływem choroby) nie jest może składnikiem imponującym, no bo komu miałby imponować skoro znajdziemy go w bardzo wielu mazidłach przeznaczonych dla osób borykających się z łuszczycą, ale sedno w przypadku Dermasis tkwi gdzie indziej – tkwi w doborze składników. Owszem – ciężkiej i intensywnej łuszczycy Dermasis na pewno nie wyleczy (nie wyleczy de facto żadnej, bo jak wszyscy doskonale wiemy łuszczyca jest chorobą nieuleczalną), ale załagodzi zmiany skórne, które – nawet gdy nie zajmują dużego obszaru skóry – i tak potrafią bardzo uprzykrzyć życie.
W czym więc wg mnie tkwi sedno działania?
Opieram się przede wszystkim na doświadczeniach własnych i kilku znanych mi osób. Dermasis nie jest może jakimś super specyfikiem (to podkreślam!), nie sprawi, że łuszczyca ot tak sobie zniknie, bo na stan skóry składa się zbyt wiele czynników, a przebieg choroby warunkowany jest ogromną ilością zależności o charakterze psycho-fizycznym. Jednak jeśli chodzi o typową łuszczycę skóry >>> Dermasis jest wg mnie najlepszym profesjonalnym dermokosmetykiem.
Jego składniki (usiłowałam przeanalizować wszystkie, ale po kilkugodzinnych poszukiwaniach w sieci poddałam się i skupiam się na najważniejszych) działają następująco:
Kwas salicylowy
Wiadomo przyczynia się do redukcji martwego naskórka, przez co skóra zaczyna wyglądać lepiej niż dotychczas. Redukcji ulegają łuski ich rozmiar i rozległość. Już to jest niezłe, ale – jak pisałam – kwas salicylowy można znaleźć w wielu mazidłach, a poza tym redukcja łusek to zbyt mało, by można było odczuć ulgę (o pełnej satysfakcji nie wspominając).
Emolienty
Jest ich w Dermasis kilka łącznie z tłuszczem palmowym (olej palmowy) i olejkiem z drzewa herbacianego – nawilżają i natłuszczają skórę w stopniu bardzo satysfakcjonującym. Owszem można by wykorzystać każdy z nich oddzielnie, ale w tym akurat przypadku istotną rolę odgrywa kompleksowość działania.
Inne dodatki
To regulatory pH i witaminy (na opakowaniu oddzielnie wymieniono witaminę E jako dodatek specjalny). Wiadomo – skóra osoby z łuszczycą wymaga szczególnej troski, bo uszkodzenia są potencjalnymi wrotami dla zakażeń drobnoustrojami, więc wszystkie te dodatki dodatkowo poprawiają jej formę.
Ja osobiście zwróciłam uwagę na pewien silikonowy związek polimerowy (dimethicone), który działa jak nabłyszczacz, to też emolient bo absorbuje wodę, ale dodatkowo jest jednym z najlepiej wchłanialnych składników kremu, przez co staje się nośnikiem dla innych substancji aktywnych, które dzięki niemu głębiej wnikają w skórę i dłużej się w niej utrzymują.
Przypomina mi to nanosomy, ale … dermokosmetyku przeciwłuszczycowego bazującego na nanosomach jak dotąd jeszcze nie udało mi się odkryć.
Pozwólcie, że na tym poprzestanę, poddaję się po próbach poszukiwań opisów działania pozostałych substancji, bo niestety ani producent ani dystrybutorzy kremu nie podają aż tak szczegółowych informacji skupiając się na wymienieniu kilku składników. Co więcej na stronach, które znalazłam (przeszukałam wstępnie cały internet łącznie ze stronami anglojęzycznymi), jako najistotniejsze składniki kremu wymienia się różne związki. Obiecuję jednak, że przyjrzę się składnikom jeszcze dokładniej, bo nie lubię się poddawać.
Przeszukałam też fora łuszczycowe i niestety jestem bliska załamania, bo:
- po pierwsze: znajduję na nich głównie reklamy,
- po drugie: nawet jeśli zdarzają się jakieś opinie są to opinie osób, które z kremem nie miały do czynienia, osoby te z założenia negują działanie kremu a to z uwagi na fakt, iż wydaje się drogi (cóż… znam wiele zwykłych kremów: nawilżających, przeciwzmarszczkowych, regenerujących kosztujących po dwieście / trzysta złotych, więc argument cenowy nie jest dla mnie żadnym argumentem)
- po trzecie: nawet jeśli miały to jedna albo dwie wypowiedzi o niczym nie świadczą,
- po czwarte: tak przy okazji i bez związku z tematem – coraz bardziej utwierdzam się w przeczuciu / przekonaniu, że chorzy na łuszczycę chcą tkwić w swoim stanie wyalienowania.
Macie jakieś własne doświadczenia z mazidłami / dermokosmetykami?
Jakimi? Dlaczego się Wam podobają lub dlaczego je odrzucacie?
Zwykłe: nie działa / za drogie / wyciąganie kasy / do bani – nie jest argumentem przeciw tak samo jak argumentami przemawiającymi za nie są dla mnie stwierdzenia: super / mi pomógł / rewelacja.
Pozdrawiam wszystkich czytających i zapraszam do dyskusji. Konstruktywnej dyskusji oczywiście
No related posts.
Komentarzy: 2
Kochani,ja ponad 30 lat temu chorowałam na łuszczycę ,miałam ją wszędzie ,był to dla mnie straszny koszmar,ponieważ to tak swędziało że byłam w strupach.Ale będąc młoda pojechałam nad Morze Czarne do Rumunii i tam kupiłam kilka słoiczków kremu niby na odmładzanie,i postanowiłam smarować to swoją łuszczycę po niedługim czasie znikła bezpowrotnie.Nie jestem jakąś osobą która jest na jakiś dietach ,palę papierochy i też od czasu do czasu przy wielkiej okazji nie powiem nie.Do tej pory nie ma znaku po niej,a niby można zaleczyć lecz nie wyleczyć.Ten krem nazywa się DZEROWITAL H 5 Po Rumuńsku inaczej się to pisze,ale teraz nie pamiętam.Jeśli ktoś ma okazję być w Rumuni lub przejazdem lub ktoś ze znajomych to bardzo polecam,nie ma nic lepszego wiem ze swojego doświadczenia.Mój syn też ma łuszczycę,leczony jest Dermowate ,na jakiś czas mu ginie ale za niedługo ma z powrotem. Pozdrawiam wszystkich chorych zmagających się z tą chorobą. Gdybym tak miała jak nie mam to bym przywiozła ten krem dla wszystkich chorych zmagającym się z tym paskustwem. Rozpisałam się ale to jest najprawdziwsza prawda i krem jest b.tani .Jeszcze raz pozdrawiam
Barbaro, dziękuję, może warto tego czegoś poszukać w rumuńskim necie